|
W powiecie limanowskim pewien sprytny sadownik urządził Nobie piękną przechowalnię. Obok jego zabudowań przepływał niewielki strumyk. Wykopał więc kanał i puścił wodę ze strumyka tak, aby przepływała pod podłogą przechowalni. Podłoga w przechowalni jest ażurowa, składa się z łat drewnianych, rozmieszczonych co 5 cm. Chłodne powietrze od zimnej wody stale schładzało w przechowalni jabłka. Strumyk utrzymywał też wysoką wilgotność powietrza, co jest bardzo potrzebne, gdyż w suchej przechowalni owoce tracą dużo wilgoci, a ich skórka marszczy się i więdnie.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w przechowalni układano jabłka jedną lub dwiema warstwami na półkach. Jeszcze po ostatniej wojnie pewien specjalista chciał koniecznie opublikować książeczkę o przechowywaniu owoców, w której radził budować półki i układać na nich jabłka pojedynczymi warstwami, zalecał też często je przeglądać, czy nie gniją, a jeśli się jakaś podejrzana plamka na nich pokaże, smarować ją pędzelkiem zmaczanym w wodzie utlenionej. Straszna rzecz, ile takie przechowywanie musiałoby kosztować.
Dziś zwyczajnie przesyła się jabłka do komory przechowalniczej w skrzynkach, ustawiając jedną skrzynkę na drugiej. A co będzie, jeśli jakieś jabłko zacznie gnić w środku skrzynki? Takie pytania zadawali nie tylko laicy. Zadawali je także handlowcy. Dlatego jeszcze w pierwszych latach po wojnie we wszystkich przechowalniach spółdzielni ogrodniczych w Polsce wstawiano wprawdzie jabłka do komór w skrzynkach, ale co miesiąc wynoszono je do pakowni. Przebierano owoce, usuwano zgniłe, a zdrowe wstawiano z powrotem do przechowalni.
|